Poruszający tekst uczennicy II klasy gimnazjum po wizycie w Muzeum POLIN

/ Maciej Jeżyk/Muzeum Historii Żydów Polskich

Nasza redakcja dostała ciekawy tekst od uczennicy II klasy gimnazjum. Publikujemy wyjątkowo, ponieważ porusza ważny temat, który rozgorzał na nowo wraz z dyskusją o nowelizacji ustawy o Instytucie Pamięci Narodowej.

Mojemu rannemu jedzeniu śniadania zawsze towarzyszy szum codziennych wiadomości. Zazwyczaj są one jednak zróżnicowane. W poniedziałek słyszę o nowej reformie sądownictwa, a we wtorek zaś o zbliżających się nieubłagalnie igrzyskach olimpijskich, na których każdy z ręką na pulsie będzie liczyć medale ,,naszych”. Od pewnego jednak czasu dzień w dzień nienagannie ubrani dziennikarze mówią tylko o wielkim konflikcie polsko-izraelskim. Myślę, że nie muszę przybliżać szczegółów tego sporu. Wystarczy spojrzeć na okładki topowych dzienników lub po prostu zajrzeć do internetu. Kilka dni temu ważni panowie w garniturach nową ustawą starają się położyć kres powiedzeniom typu ,,polskie obozy zagłady”. Czy to było kluczem problemu błędnego interpretowania historii? Czy może rozwiązanie leży gdzieś indziej?

Kilka dni temu wraz z rodzicami byłam w warszawskim Muzeum Historii Żydów Polskich – POLIN. Ten nowoczesny gmach został otwarty dopiero w 2013 roku, a już cieszy się ogromną popularnością. Rzeczywiście muzeum robi duże wrażenie – z zewnątrz, jak i wewnątrz. Według statystyk z października tamtego roku muzeum odwiedziło już milion zwiedzających, w tym obcokrajowcy ze 113 państw, a 45 procent gości to szkolna młodzież z całego świata. My gmach zwiedzaliśmy z tamtejszą przewodniczką wraz z kilkunastoosobową grupką. Dostaliśmy specjalne słuchawki i nadajniki i wyruszyliśmy w tysiącletnią podróż do świata Żydów polskich. Salom z różnymi eksponatami nie można było odmówić przepychu i pięknych dekoracji. Każda sala opowiadała o innym fragmencie historii. Były one ułożone chronologicznie. Pani przewodnik szczegółowo opisywała nam zmieniające się życie Żydów i ich relacje z Polakami. Po jakimś czasie nietrudno było zagubić się w opowiadaniach i otaczających obrazkach i stać się częścią świata tej niepowtarzalnej społeczności.

Po już dwóch godzinach pani przewodnik zabrała nas do ostatnich i jak można by się tego spodziewać tych najważniejszych sal. Dotyczyły one bowiem XX wieku. Co oczywiste odbywały się wtedy wojny, w których Żydzi byli szczególnie okrutnie traktowani przez Niemców. Kazano im nosić specjalne opaski z gwiazdą Dawida, by wyróżniali się spośród innych ludzi. Zmuszano ich do bezcelowych prac tylko po to, by ich upokorzyć. Tworzono getta dla Żydów, gdzie skazani byli na życie w brutalnych warunkach, a celem Niemców była eksterminacja narodu żydowskiego. Większość z więzionych umierała z głodu lub na ciężką chorobę-tyfus. Z późniejszych obliczeń stwierdzono, że aż 80 procent żywności w gettach były potajemnie przemycane. Przemycane głównie przez Polaków, którzy to właśnie najbardziej pomagali Żydom. Pomimo tego, że to właśnie tylko w Polsce za pomaganie Żydom była kara śmierci. Kara śmierci całej rodziny. Hebrajczyków ukrywano dosłownie wszędzie. W klatkach dla zwierząt, w podziemiach, w kanałach czy wykopanych schronach. Wróćmy jednak do naszej muzealnej wycieczki. Gdy mijaliśmy coraz to straszniejsze sceny i historie, czekałam aż pani przewodnik zacznie opowiadać o Korczaku czy rodzinie Ulmów. Aż może nawet za bardzo podkreśli wagę odważnych Polaków podczas wojny. Czego się doczekałam? Przelotnej wzmianki o ukrywaniu Żydów. Nawet słowem pani przewodnik nie wspomniała o poruszającej historii profesora Korczaka i rodziny Ulmów. Powiem szczerze. Zaskoczyło mnie to i trochę zawiodło. Później gdzieś tam jednym uchem usłyszałam o powojennym pogromie kieleckim rzekomo dokonanym przez Polaków. Nie kłamiąc, nie wiedziałam wcześniej o tym zdarzeniu. Dopiero potem przeczytałam, że pogrom prawdopodobnie był celowo sprowokowany przez komunistów. Mieszkańców Kielc podpuszczono do zbrodni, a sam główny bohater dramatu mały Henryk został zmuszony do kłamstwa. Tak naprawdę nie został porwany przez Żydów, bo w tym czasie słodko wypoczywał na wsi. Pani przewodnik wydaje mi się, że została przygotowana do oprowadzania w sposób banalny, podręcznikowy. Może nie zagłębiała się specjalnie w szczegóły tego zdarzenia, lecz po prostu przyjęła suchy fakt. Niedociągnięcia te jednak są bardzo ważne ze względu na to, że muzeum odwiedza mnóstwo obcokrajowców i uczniów. To chyba wydaje się oczywiste, że te dwie grupy przyjechały do muzeum w celu poszerzenia swojej, możemy przypuszczać, małej wiedzy. 

Zadajmy sobie więc pytanie. Jak teraz możemy się dziwić temu, że właśnie takie powiedzenia jak ,,polskie obozy zagłady” są wciąż w użyciu? Czy nie powinniśmy zacząć od podstaw, takich jak właśnie właściwa edukacja? Złe oprowadzanie przewodników to bowiem właśnie jedna z tych rzeczy, która negatywnie wpływa na wiedzę części ludzi. Słowa bowiem tej i takiej przewodniczki mogą rozprzestrzenić się błyskawicznie, a na to nie będziemy już mieć wpływu.

Basia, II klasa gimnazjum
 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Stoch wielkim mistrzem! "Mogę mu tylko pozazdrościć"

Magdalena Fularczyk-Kozłowska / by Cezary Piwowarski, CC BY-SA 3.0, https://commons.wikimedia.org/wiki/File:Magdalena_Fularczyk.jpg

Wielka radość ze złota olimpijskiego Kamila Stocha w Pjongczangu miała miejsce nie tylko w wielu polskich domach, ale również w studiu TVP Sport. Jedna z obecnych polskich mistrzyń olimpijskich podkreśliła, że Stoch może być wzorem dla wielu sportowców, a ona sama może mu tylko pozazdrościć sukcesów.

Magdalena Fularczyk-Kozłowska to mistrzyni olimpijska w wioślarstwie z Rio de Janeiro, a także brązowa medalistka z igrzysk w Londynie. Podczas zimowych igrzysk w Pjongczangu zasiadła w studiu TVP jako ekspert. Miała szczęście, bo Kamil Stoch zdobył złoty medal na dużej skoczni, a to była wielka chwila dla wszystkich Polaków. Przy tej okazji zdradziła co myśli sportowiec chwilę po zdobyciu olimpijskiego złota.

To jest po prostu wyczyn tak historyczny, że mogę tylko pozazdrościć. To co się dzieje w głowie sportowca w takiej chwili to nie do opisania. W takim momencie sportowiec chciałby chociaż chwilę zostać sam, żeby przyjąć do wiadomości, że zrobił to na co tyle lat pracował. 

- mówiła.

Kamil Stoch prowadził po pierwszej serii, więc w drugiej odsłonie skakał jako ostatni. Rywale Stocha oddali bardzo dobre skoki, więc skok po trzecie w karierze olimpijskie złoto musiał być perfekcyjny. Stoch wytrzymał presję, skoczył doskonale i wpadł w objęcia kolegów z reprezentacji, którzy razem z nim na zeskoku świętowali pierwszy medal dla Polski na tych igrzyskach. Jakie były elementy składowe tego wielkiego sukcesu?

Wola mistrza, charakter mistrza. Tym Kamil dziś wygrał. Radzi sobie z presją, jest doświadczonym zawodnikiem, który zna swoją wartość. Wszystko dziś zagrało, ale chyba ten pierwszy konkurs też miał znaczenie. Ta złość sportowa widoczna była w skokach i w zachowaniu.

- zauważyła Magdalena Fularczyk-Kozłowska.

Źródło: TVP Sport, niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl