Jaruzelski Park w Sądzie Najwyższym

Polityczni sędziowie z czasów Jaruzelskiego pozostali mentalnie w epoce, która umożliwiła im kariery.

Czytam oświadczenia sędziów Sądu Najwyższego i przecieram oczy ze zdumienia. Sposób, w jaki odnoszą się do zarzutów o polityczną usłużność w czasach komunistycznych, pokazuje, z jakimi ludźmi mamy do czynienia. Jeden twierdzi, że mógł być bardziej surowy – skazywał na karę więzienia. Co dziś ma na myśli, podkreślając swą rzekomą łagodność? Drugi nadal atakuje ówczesną opozycjonistkę, pisząc, że także dziś zostałaby skazana za – uwaga – zniewagę funkcjonariusza. Wówczas funkcjonariusza milicji. Cała sytuacja, którą trafnie opisuje w tym numerze Piotr Lisiewicz, pokazuje, jak bardzo polityczni sędziowie z czasów Jaruzelskiego pozostali mentalnie w epoce, która umożliwiła im kariery. Oni naprawdę tkwią w pierwszej połowie lat 80. postrzeganiem, czym jest demokracja, niezawisłość, ale i pokora władzy wobec obywateli. Są żywym skansenem schyłkowego PRL w najbardziej obrzydliwej formie epoki agresywnej grupy przestępczej o charakterze zbrojnym, która napadła na własny naród. Każde takie oświadczenie, jak przywołane wystąpienia dwóch delikwentów z Sądu Najwyższego, jest koronnym argumentem za radykalną reformą polskiego sądownictwa. Widać gołym okiem, że dalsze trwanie na stanowiskach ludzi o takim zapatrywaniu na wolność i prawo jest nie tylko podważaniem i tak wielce wątpliwego autorytetu władzy sądowniczej w naszym kraju, lecz przede wszystkim demoralizowaniem tych, którzy zaczynają służbę jako sędziowie. Skoro ludzie postrzegani jako elita tego zawodu publicznie kłamią, demonstrują butę i pogardę wobec swych ofiar z czasów komunizmu, to czego mogą uczyć się od nich początkujący sędziowie? Odpowiedzi na to pytanie dostarczają wyroki i ich uzasadnienia, których autorem jest sędzia Igor Tuleya – właśnie tego.
 

Udostępnij

Tagi
Wczytuję komentarze...

Gdańszczanie, nic się nie stało!

W Gdańsku wylało szambo. Problem jest oczywisty, bo po prostu go widać i jeszcze bardziej czuć. Są jednak tacy, którzy nadal zdają się go nie dostrzegać. Oczywiście chodzi o najbardziej zainteresowanych – Pawła Adamowicza i jego przybocznych. Od razu zaczęli serwować stałą śpiewkę Platformy Obywatelskiej i przyległości: „Nic się nie stało, Polacy, nic się nie stało!”.

Wszystkie autorytety, z przedstawicielami organizacji ekologicznych na czele, wystąpiły, przekonując, że g... zaraz się rozejdzie i że właściwie nie stanowi ono problemu. To dziwne, bo jakoś tak się składa, że to UE i aktywiści ekologiczni przekonywali nas, że szamba, które przepuszczają, są szkodliwe dla wód podziemnych i że koniecznie trzeba je wymieniać. Teraz jest jednak jakaś inna mądrość etapu. W każdym razie dla ekologów od 120 mln litrów fekaliów płynących w Motławie były ważniejsze rzeczy. W momencie gdy gdańszczanie zatykali nosy, ryby zdychały, łabędzie krztusiły się kałem, a foczki przecierały oczka z odchodów, aktywiści walczyli z komisją mającą się zająć sytuacją w… Puszczy Białowieskiej. Ostatecznie postanowili jej prace zbojkotować, bo oni chcieliby dyskutować tylko ze sobą, tak aby mieć pewność, że to ich będzie na wierzchu. Zanim więc komisja zdążyła się zebrać, już wszystko było wiadomo. Próba dialogu zakończyła się jak każda dyskusja z zielonymi. Aktywiści z Greenpeace’u, WWF i przyległości obrazili się i dali do zrozumienia, że nie ma pola do kompromisu i żadne fakty, tytuły naukowe i dowody tego nie zmienią. Żałosne to, ale niestety prawdziwe. Dziwne jedynie, że PiS łudził się, iż kogokolwiek przekona. 
 

Udostępnij

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl