"Kobiety mafii" - premiera coraz bliżej. GALERIA

fot. Anna Gostkowska & Robert Pałka, Copyright (C) Vega Investments/mat.pras.

Prezentujemy obszerną galerię zdjęć z nadchodzącego filmu Patryka Vegi – „Kobiety mafii”. Wyczekiwane dzieło jednego z najpopularniejszych współczesnych polskich reżyserów to wnikliwe spojrzenie w głąb Grupy Mokotowskiej, która była jedną z największych organizacji przestępczych w Polsce. Tym razem jednak ukazane z perspektywy kobiet – żon, córek, partnerek i kochanek najgroźniejszych ludzi stolicy. Premierę filmu zaplanowano na 22 lutego.

Po brawurowej akcji policyjnej funkcjonariuszka Bela (Olga Bołądź) zostaje wyrzucona z policji. ABW składa jej propozycję „nie do odrzucenia”. Kobieta przechodzi specjalistyczne szkolenie pod okiem FBI i zostaje operatorem w Wydziale S – oficerem pracującym pod przykryciem, który zostaje umieszczony w grupie przestępczej. Jej misją w roli tajniaczki jest rozpracowanie szlaku przemytu narkotyków przez Grupę Mokotowską sterowaną przez Padrino (Bogusław Linda) – bossa stołecznego półświatka, dla którego ponad wszelką władzą i pieniędzmi najważniejsza jest córka o ksywie Futro (Julia Wieniawa). By zrealizować cel, Bela musi wkupić się w łaski zaufanych ludzi z zarządu mafii: Żywego (Piotr Stramowski), Milimetra (Tomasz Oświeciński), Cienia (Sebastian Fabijański) i Siekiery (Aleksandra Popławska). Podszywając się pod prostytutkę, oficer ABW zostaje kochanką Cienia. Misternie przemyślany plan komplikuje się, gdy w toku nieprzewidzianych zdarzeń w całą intrygę zostaje wmieszana Anka (Katarzyna Warnke) – żona Cienia, manipulowana przez tajemniczą Nianię (Agnieszka Dygant). Wkrótce losy pięciu kobiet przecinają się w punkcie bez odwrotu, a wydarzenia z ich udziałem wstrząsają przestępczą mapą Warszawy.

Źródło: niezalezna.pl, Kino Świat


SONDA
Wczytuję sondę...

Tagi
Wczytuję komentarze...

Problem niepublicznych żłobków Wrocławia

/ Andrew Milligan Sumo \ CC BY 2.0

Właściciele żłobków niepublicznych chcą zmusić miasto do zwrócenia uwagi na problem niedoinwestowania placówek, którego władze nie dostrzegają. Wykorzystali do tego jedną z sesji rady miejskiej - piszą dziennikarze dolnośląskiego dodatku „Gazety Polskiej Codziennie”.

Jacek Sutryk, dyrektor departamentu spraw społecznych Urzędu Miejskiego Wrocławia, w rozmowie z „Dodatkiem Dolnośląskim” przyznał, że nie rozumie, o co chodzi stowarzyszeniu. Według niego z roku na rok warunki funkcjonowania żłobków niepublicznych są coraz lepsze. Dodaje, że gdyby sytuacja była faktycznie zła, to nie pojawiałyby się nowe żłobki, korzystające z dofinansowaa.

Członkowie Stowarzyszenia Wrocławskich Żłobków Niepublicznych mówią o tym, że mając tak małe dofinansowanie i ograniczoną liczbę miejsc, nie są w stanie normalnie funkcjonować. Aby zapewnić dzieciom opiekę na odpowiednim poziomie, co roku zwiększają swoje koszty, ale wtedy zmniejszają się ich szanse na dotację, bo tę dostają żłobki z najniższymi kosztami.

Zakładane przez gminę koszty opieki nad dziećmi do lat trzech w żłobkach niepublicznych nie są realne

– mówi Ewa Piejko ze stowarzyszenia.

We Wrocławiu brakuje miejsc w żłobkach publicznych – jest ich ok. 2 tys., kolejnych 1,5 tys. proponują członkowie stowarzyszenia. Aby jednak rodzice chcieli z nich korzystać, niezbędne jest dofinansowanie miasta, które wynosi 600 zł niezmiennie od 2011 r. A jak podkreślają właściciele żłobków, realny koszt utrzymania jednego dziecka to 1300 zł miesięcznie.

Jacek Sutryk w rozmowie z „Dodatkiem Dolnośląskim” podkreśla, że zadaniem miasta jest przede wszystkim dbanie o to, by wrocławianie nie musieli zbyt dużo płacić za żłobki. Zauważa, że prowadzenie takiej placówki nie jest działalnością społeczną, ale gospodarczą, którą miasto jedynie subsydiuje i do której dopłacają rodzice. Według niego poziom dofinansowania jest coraz wyższy, a rodzice powinni płacić kwoty porównywalne do tych w placówkach publicznych.

Właściciele żłobków próbują zwrócić uwagę na to, że w prowadzeniu żłobka chodzi przede wszystkim o jakość usługi. Rodzice chcą mieć pewność, że ich dzieci mają jak najlepszą opiekę, choć cena też ma znaczenie. Dlatego właśnie żłobki ubiegają się o dofinansowanie od gminy, której też powinno zależeć na dobrej jakości usługach, a nie tylko na cenie. To rodzice powinni płacić jak najmniej, a nie urząd.

Konkurs w opiece żłobkowej jest jak przetarg na autostradę – najistotniejsza jest cena – oburza się Ewa Piejko. – A w tym konkursie miejsc jest o wiele za mało. W niektórych latach prowadziło to do kuriozalnych sytuacji dumpingowania ceny, bo nie chcieliśmy rezygnować z miejsc kontynuacyjnych. Dziś rodzice nie mają gwarancji, że ich dzieci zapisane do żłobka będą w przyszłym roku miały także dotację.

Członkowie stowarzyszenia zauważają, że dobrym rozwiązaniem byłaby dopłata na każde dziecko. Wtedy rodzic mógłby sam wybrać żłobek, który mu odpowiada, i każdy miałby równe szanse. Tak to jest w wypadku przedszkoli. Wydaje się, że władze miejskie nie widzą problemu. Dyrektor Sutryk podkreślił, że jest zadowolony z jakości opieki sprawowanej w żłobkach niepublicznych i z warunków współpracy. Dodał, że w najbliższym, wrześniowym konkursie zwiększy się dotacja na żłobki niepubliczne, ale konkretów nie podał.

 

Źródło: Gazeta Polska Codziennie

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl