Te bestie chciały ich spalić żywcem. Obrona Poczty Polskiej

Kolumna jeńców po poddaniu się Poczty Polskiej w Gdańsku / nieznany - Szymon Datner (1961) Zbrodnie Wehrmachtu na jeńcach wojennych w II Wojnie światowej, Warszawa: Wydawnictwo MON

5 października 1939 r. z wyroku sądu Niemcy rozstrzelali 38 obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku. Pocztowcy bronili się kilkanaście godzin, poddali się, gdy Niemcy zaczęli pompować benzynę do piwnic, w których się schronili Polacy. Na wybiegającą z budynku 11-letnią dziewczynkę skierowali miotacz płomieni. Erwina umierała w szpitalu siedem tygodni.

W Wolnym Miastu Gdańsk pod koniec lat 30. zaczęły nasilać się prześladowania Polaków, dlatego polskie władze postanowiły wzmocnić placówki pocztowe na terenie Gdańska. Najważniejszą z nich był Polski Urząd Pocztowo-Telegraficzny nr 1. Oddelegowano do niego ppor. rezerwy, inż. Konrada Guderskiego, który miał przygotować placówkę do ewentualnej obrony.

Atak Niemców na Pocztę Gdańską.

Atak niemiecki rozpoczął się 1 września 1939 r. o godz. 4.45, równocześnie z rozpoczęciem ostrzału polskiej składnicy wojskowej na Westerplatte. W placówce przebywało wówczas 58 Polaków, głównie urzędników pocztowych, ale w budynku byli też dozorca, jego żona i ich 11-letnia wychowanica. Pocztowcy dysponowali kilkoma ręcznymi karabinami maszynowymi, pistoletami oraz niewielką ilością granatów.

Ok. 180 policjantów i esesmani (nie wiadomo ilu ich było) podczas pierwszego szturmu wysadzili część jednej ze ścian budynku i kilku z nich zdołało wedrzeć się do środka, ale pocztowcy ich odparli. Zginął wówczas dowódca obrony – ppor. Guderski, a jego rolę przejął Alfons Flisykowski.

Atak został wznowiony po sprowadzeniu dział oraz wozów pancernych. Z powodu zniszczeń budynku Polacy schronili się w piwnicy. By zmusić ich do kapitulacji, hitlerowcy podpalili budynek tłocząc do piwnic benzynę przywiezioną w cysternie straży pożarnej.

W ogniu zginęło czterech pocztowców, a wielu odniosło rany. Dopiero po godz. 18, załoga postanowiła się poddać. Dwóch pierwszych obrońców, którzy wyszli przed budynek, zostało zabitych. Kilku uciekło, reszta trafiła do niewoli. Pocztowcy odpierali niemieckie ataki przez około trzynaście godzin, dwukrotnie dłużej niż wynosiły założenia Sztabu Głównego Wojska Polskiego. Według najnowszych ustaleń dokonanych przez historyka IPN Jana Daniluka, w sumie w walce – od kul, ognia i innych obrażeń, zginęło ośmioro obrońców: tożsamości dwóch z nich – ofiar pożaru, nie udało się ustalić. Niedługo po kapitulacji, na skutek odniesionych ran, zmarło pięć kolejnych dorosłych osób oraz 11-letnia wychowanica pocztowego dozorcy, która została spalona miotaczem płomieni. Wojnę przeżyło pięciu, którzy uciekli.

Straty po stronie niemieckiej nie są znane, choć – ze źródeł, do których dotarł Daniluk, wynika, że w akcji mogło zginąć oraz odnieść rany w sumie 35 osób.

We wrześniu 1939 r. 38 obrońców poczty stanęło przed niemieckim sądem wojennym, który wbrew międzynarodowym konwencjom i lokalnemu prawu, skazał ich na śmierć za „działalność partyzancką”. 5 października hitlerowcy rozstrzelali skazanych. Ciała pochowano w nieoznaczonym miejscu. Przez długie lata wiadomo było tylko, że znajdowało się ono w pobliżu ówczesnego gdańskiego lotniska.

W 1991 r. w czasie prac budowlanych na gdańskim osiedlu Zaspa, natrafiono na zbiorową mogiłę, w której, jak się okazało po badaniach antropologicznych, pochowano rozstrzelanych pocztowców. 4 kwietnia 1993 r. dokonano ich powtórnego pochówku na Cmentarzu Ofiar Hitleryzmu w Gdańsku, gdzie spoczywają m.in. zamordowani kolejarze i celnicy z Szymankowa oraz działacze polscy Wolnego Miasta Gdańska. W maju 1998 r. Krajowy Sąd w Lubece uniewinnił obrońców Poczty Polskiej w Gdańsku, skazanych na śmierć i rozstrzelanych. Sąd uznał, że we wrześniu 1939 r. na terenie Wolnego Miasta Gdańsk nie obowiązywało prawo wojenne III Rzeszy, na mocy którego – i to „z rażącym naruszeniem” tych przepisów – skazano polskich obrońców gdańskiej poczty. Lubecki sąd stwierdził, że postępowanie członków sądu, który wydał wyrok na pocztowców, można zakwalifikować jako zbrodnię sądową („justizmord”).

Źródło: dzieje.pl, Poczta Polska

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Rowerowy złodziej zatrzymany

Wpadł złodziej rowerów / dolnoslaska.policja.gov.pl

Policjanci z komendy miejskiej we Wrocławiu, realizując czynności operacyjne, zatrzymali mężczyznę podejrzanego o 26 kradzieży, w tym 11 kradzieży rowerów z terenu miasta. Działając w tej sprawie funkcjonariusze odzyskali już skradziony sportowy jednoślad o wartości ponad 10 tys. złotych. Okazało się, że sprawca kradł również torebki oraz plecaki, a następnie wykorzystywał znajdujące się wewnątrz karty bankomatowe i płacił zbliżeniowo za swoje zakupy.

Funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego z Komisariatu Policji Wrocław - Śródmieście współdziałając z policjantami pionu kryminalnego z wrocławskiej komendy miejskiej, namierzyli mężczyznę podejrzanego o liczne kradzieże mienia. Okazał się nim 28-latek przebywający aktualnie na terenie miasta.

Policjanci mając podejrzenia od pewnego czasu obserwowali mężczyznę mogącego mieć związek z kradzieżami. Funkcjonariusze ustalili, że przebywa on w jednym z miejscowych hosteli. Tam też dokonali jego zatrzymania, ujawniając przy 28-latku też blisko 20 porcji amfetaminy oraz przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw i wykroczeń.

Sprawdzenia potwierdziły, że jest również osobą poszukiwaną listem gończym.

Po dalszych czynnościach okazało się, że mężczyzna ma na swoim koncie 11 kradzieży jednośladów z terenu Wrocławia o łącznej wartości ponad 27 tysięcy złotych. Podejrzany oprócz rowerów kradł również damskie torebki z zawartością, plecaki oraz telefony. W przestępczym procederze miał dostęp do portfeli z pieniędzmi, dokumentów, a także kart bankomatowych. Skradzionymi kartami bankomatowymi dokonał co najmniej 10 nieuprawnionych transakcji zbliżeniowych.

Potwierdzono też, że 28-latek kradł rowery za pomocą nożyc, po czym sprzedawał je przypadkowym osobom lub oddawał do lombardu. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczał na własne potrzeby.

Właśnie w jednym z takich punktów policjanci pionu operacyjnego z Wrocławia odzyskali sportowy rower o wartości ponad 10 tysięcy złotych, który następnie przekazali jego właścicielce. Kobieta nie kryła zadowolenia ponieważ zawodowo wykorzystuje swój jednoślad do treningów i rywalizacji wśród profesjonalistów. Tylko w tym roku, na odzyskanym rowerze, zdobyła I miejsce w Mistrzostwach Polski w Kryterium Ulicznym, w kategorii do 23 lat.

Zatrzymany przez policjantów 28-latek, trafił prosto do aresztu i usłyszał 26 zarzutów. Przyznał się do popełnienia wszystkich zarzucanych czynów. Teraz o jego dalszym losie zadecyduje sąd.

Grozi mu kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl