„7 uczuć”: Wszyscy jesteśmy Adasiami. RECENZJA

"7 uczuć" od piątku 12 października w kinach / fot. mat.pras.

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

Z powrotami kultowych bohaterów bywa różnie. To dlatego, pozostając pod wrażeniem ich pierwszych przygód, do kolejnych często podchodzimy z pewnym dystansem. I choć „7 uczuć” trudno postawić na równi z bezkonkurencyjnym „Dniem świra”, to Marek Koterski udowadnia, że w roli ironicznego komentatora naszej ludzkiej rzeczywistości sprawdza się jak nikt inny. Film od piątku 12 października w kinach.

Oglądając słynny już zwiastun najnowszego filmu Marka Koterskiego, w którym Adam Woronowicz w pewien osobliwy sposób wykłada teorię względności, można było odnieść przykre wrażenie, że „7 uczuć” będzie kolejną po „Baby są jakieś inne”, niezbyt udaną próbą wykorzystania fenomenu Adasia Miauczyńskiego. Wszak bohater wymyślony przez Koterskiego od lat jest jedną z najbarwniejszych postaci polskiego kina, skupiającą w sobie wszystko to, co większości z nas towarzyszy na co dzień - z irracjonalnymi lękami i dziwacznymi natręctwami łącznie - ale o czym nie każdy ma odwagę mówić. Całe szczęście, film jako całość broni się w stu procentach, a po obejrzeniu go, nawet pierwotnie żenujący teaser nabiera większego znaczenia i zaczyna zwyczajnie bawić.

Tym razem Koterski przenosi swojego bohatera w czasy szkolne. Adam Miauczyński (w tej roli naprawdę świetny Misiek Koterski) z pomocą psychoterapeutki, której głosu użycza sama Krystyna Czubówna, cofa się do lat dzieciństwa. W retrospekcji jesteśmy świadkami tego, jak mały Adaś staje się zakładnikiem edukacyjnych absurdów, które w połączeniu z rodzinnymi schematami zdają się być źródłem zaburzeń u dorosłego Adama. Po stosunkowo lekkim i przyjemnym wprowadzeniu w fabułę (sam koncept, w którym dorośli grają dzieci jest po prostu zabawny), w miarę zbliżania się do finału, Koterski serwuje nam gorzką i coraz boleśniejszą lekcję życia. I jak to u twórcy „Dnia świra” bywa - choć bawimy się świetnie, nasz śmiech pobrzmiewa przez łzy, a na jedną salwę rechotu przypadają dwie gorzkie refleksje. Koterski bez pardonu punktuje absurdy polskiej szkoły (któż z nas do dziś nie ma zakodowanych w głowie bezużytecznych formułek wyuczonych na potrzeby kulawego systemu?), wychowania opartego na zawstydzaniu dziecka („nie maż się, co ty, baba jesteś?”) I mniej lub bardziej świadome przenoszenie na nie własnych fobii i obsesji.

Tym, co oprócz świetnego humoru i ciekawego (choć momentami nieco zbyt rozbudowanego - a przez to „rozwleczonego”) scenariusza składa się na niewątpliwy sukces „7 uczuć”, jest obsada. Koterski wiele zaryzykował obsadzając w roli Miauczyńskiego swojego własnego syna, Michała „Miśka” Koterskiego (znanego m.in. z roli syna Adasia Miauczyńskiego w „Dniu Świra”). Ostatni z „Adasiów”, czyli bezkonkurencyjny Marek Kondrat stał się niemal chodzącym „desygnatem” wykreowanej przez Koterskiego postaci. O dziwo, Michałowi udało się zagrać tę rolę, godząc cechy charakterystyczne dla Miauczyńskiego, a jednocześnie zachować pewną autonomię, bez niepotrzebnego kopiowania Kondrata. Świetnie spisali się również pozostali aktorzy - Gabriela Muskała w roli znerwicowanej prymuski-kujonki, Marcin Dorociński jako klasowy łobuz, czy Katarzyna Figura jako obiekt westchnień męskiej części szkoły sprawdzają się świetnie, dostarczając widzowi nie tylko ubaw po pachy, ale również okazji do podziwiania warsztatu aktorskiego na najwyższym poziomie (widać to zwłaszcza na przykładzie Muskały). Oprócz nich, na ekranie pojawiają się Andrzej Chyra, Małgorzata Bogdańska (fenomenalna rola zauroczonej Adasiem Zosi!), Maria Ciunelis, Andrzej Mastalerz, Robert Więckiewicz, Cezary Pazura, Joanna Kulig, Cezary Żak, Tomasz Sapryk, Sonia Bohosiewicz… - wymieniać można by długo, słowem - same gwiazdy.

Z przesłaniem płynącym z „7 uczuć” dobrze koresponduje znana i lubiana piosenka zespołu Turbo pt. „Dorosłe dzieci”. Wokalista Grzegorz Kupczyk kpi w niej z wykutych w szkole na pamięć „regułek i dat”, wyrażając jednocześnie żal, że jego pokolenia nikt nie nauczył, jak… żyć. Z podobnym rozczarowaniem mierzy się Miauczyński, który odkrywa, że psychologowie wyłonili siedem podstawowych uczuć pozwalających opisać ludzki nastrój, a więc w pewnym sensie również i zapanować nad nim. Sfrustrowany straconym czasem bohater ze zdumieniem odkrywa , że świadome przeżywanie emocji jest sztuką trudniejszą od zapamiętania dopływów Nilu, którymi był katowany na lekcjach geografii. Niby banalne, ale ileż w tym prawdy? Film promuje hasło „wszyscy jesteśmy źle wychowani”. Po obejrzeniu „7 uczuć”, parafrazując tytuł jednego z poprzednich filmów Koterskiego, można pokusić się na inne hasło: „wszyscy jesteśmy Adasiami”.

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Rowerowy złodziej zatrzymany

Wpadł złodziej rowerów / dolnoslaska.policja.gov.pl

Policjanci z komendy miejskiej we Wrocławiu, realizując czynności operacyjne, zatrzymali mężczyznę podejrzanego o 26 kradzieży, w tym 11 kradzieży rowerów z terenu miasta. Działając w tej sprawie funkcjonariusze odzyskali już skradziony sportowy jednoślad o wartości ponad 10 tys. złotych. Okazało się, że sprawca kradł również torebki oraz plecaki, a następnie wykorzystywał znajdujące się wewnątrz karty bankomatowe i płacił zbliżeniowo za swoje zakupy.

Funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego z Komisariatu Policji Wrocław - Śródmieście współdziałając z policjantami pionu kryminalnego z wrocławskiej komendy miejskiej, namierzyli mężczyznę podejrzanego o liczne kradzieże mienia. Okazał się nim 28-latek przebywający aktualnie na terenie miasta.

Policjanci mając podejrzenia od pewnego czasu obserwowali mężczyznę mogącego mieć związek z kradzieżami. Funkcjonariusze ustalili, że przebywa on w jednym z miejscowych hosteli. Tam też dokonali jego zatrzymania, ujawniając przy 28-latku też blisko 20 porcji amfetaminy oraz przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw i wykroczeń.

Sprawdzenia potwierdziły, że jest również osobą poszukiwaną listem gończym.

Po dalszych czynnościach okazało się, że mężczyzna ma na swoim koncie 11 kradzieży jednośladów z terenu Wrocławia o łącznej wartości ponad 27 tysięcy złotych. Podejrzany oprócz rowerów kradł również damskie torebki z zawartością, plecaki oraz telefony. W przestępczym procederze miał dostęp do portfeli z pieniędzmi, dokumentów, a także kart bankomatowych. Skradzionymi kartami bankomatowymi dokonał co najmniej 10 nieuprawnionych transakcji zbliżeniowych.

Potwierdzono też, że 28-latek kradł rowery za pomocą nożyc, po czym sprzedawał je przypadkowym osobom lub oddawał do lombardu. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczał na własne potrzeby.

Właśnie w jednym z takich punktów policjanci pionu operacyjnego z Wrocławia odzyskali sportowy rower o wartości ponad 10 tysięcy złotych, który następnie przekazali jego właścicielce. Kobieta nie kryła zadowolenia ponieważ zawodowo wykorzystuje swój jednoślad do treningów i rywalizacji wśród profesjonalistów. Tylko w tym roku, na odzyskanym rowerze, zdobyła I miejsce w Mistrzostwach Polski w Kryterium Ulicznym, w kategorii do 23 lat.

Zatrzymany przez policjantów 28-latek, trafił prosto do aresztu i usłyszał 26 zarzutów. Przyznał się do popełnienia wszystkich zarzucanych czynów. Teraz o jego dalszym losie zadecyduje sąd.

Grozi mu kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl