Marek Weiss, reżyser "Manru": Jestem feministą

Marek Weiss, reżyser "Manru" / fot. Jan Naj/Gazeta Polska

Magdalena Fijołek

Dziennikarka w dziale Kultura portalu niezalezna.pl

Kontakt z autorem

Dziś, w piątek 12 października, w Teatrze Wielkim-Operze Narodowej odbędzie się uroczysta premiera "Manru" - jedynej opery Ignacego Jana Paderewskiego i pierwszej polskiej opery, która miała swoją premierę w nowojorskiej Metropolitan Opera. "To historia o miłości i... tolerancji" - mówi w rozmowie z Niezalezna.pl Marek Weiss, reżyser opery.

"Manru" to jedna z najbardziej tajemniczych, do dziś mało popularnych, polskich oper. O czym jest ta historia?

To przede wszystkim historia o miłości: Cygana i dziewczyny ze wsi góralskiej. To miłość nieszczęśliwa, bo odrzucana przez lokalną społeczność, co powoduje, że zakochani lądują w depresji i biedzie. A dziewczyna popełnia samobójstwo - tak  przynajmiej jest w oryginale. Z drugiej strony to historia niezwykle aktualna, ze względu na tematykę tolerancji, a właściwie jej braku. U nas te dwa światy są bardzo inne od siebie, bardzo wojowniczo do siebie nastawione - pełne nietolerancji z obu stron. To nie jest tak, że jeden z tych światów jest lepszy, czy gorszy. Oba te światy są równie odpowiedzialne. Mówimy dziś, że jesteśmy negatywnie nastawieni do obcych, ale i oni są nastawieni tak do nas. Oni chcą nas często zniszczyć. Wrogość i brak tolerancji jest zadaniem dla obu stron - ale może od nas trzeba zacząć? Jako wcześniej rozwinięta cywilizacja może powinniśmy zacząć nad tym pracować, byśmy zaczęli żyć razem? Europa jest skazana na wędrówkę ludów, w związku z tym nie możemy nastawiać się negatywnie, opowiadać o pasożytach, tylko mówić o tolerancji.

Jakie jeszcze wątki obecne w "Manru" poruszają Pana szczególnie?

To również opowieść o kobiecie - nie bez powodu jestem czasem nazywany "feministą" (śmiech). Mam przekonanie, że my jako mężczyźni źle ułożyliśmy ten świat, schrzaniliśmy go. Wiara, że kobiety przejmując władzę nad światem, uratują go, jest we mnie mocno obecna. Mają bardziej wysublimowane poczucie wartości - my z tą wojowniczością i kogucim zadęciem powinniśmy iść w odstawkę...

Kryzys migracyjny w Europie, kryzys męskości... Dużo tu trudnych tematów. Jakie przesłanie może odczytać w "Manru" współczesny widz?

To wielka nauka o miłości. Tak jak wiele romansów - to historia miłosna, ale to miłość z jaką wszyscy się stykamy. Miłość trwa, około trzech lat, jak to mówią specjaliści - to sama "chemia". Później ta chemia się wyczerpuje, namiętność też i jest rodzina, dzieci... Trzeba to umieć docenić i umieć rozumieć, że pojawiają się wtedy inne namiętności. Facet który traktuje kobietę jak swoją własność jest durniem, skazanym na nieszczęście. Tak się nie da. Serce jest wolnym ptakiem i nic się nie da z nim zrobić, zapanować, okiełznać. Trzeba mądrze ułożyć sobie życie, mimo jego niepokoju.

Na co kładł Pan szczególny nacisk podczas pracy nad realizacją tej opery?

Mam obsesję prawdziwości - nienawidzę sztuczności, snobizmu. Żywy człowiek na scenie jest czymś tak pięknym i silnym, że trzeba dołożyć wszelkich starań, by to on był najważniejszym "środkiem przekazu". Mam nadzieję, że to zadanie udało się mnie i reszcie zespołu.

No to na koniec łyżka dziegciu. Powiedział Pan, że "Manru" to jedna z najgenialniejszych oper, nad jakimi Pan w swojej karierze pracował. Dlaczego więc przez lata dzieło to nie przebiło się do tzw. "mainsteramu"? Czyżby - jak wskazywali na to swego czasu amerykańscy krytycy - ze względu na słabe libretto?

Krytycy... Wie Pani, lepiej ich nie czytać. To moja recepta. Libretta trzeba czytać samemu, a nie czytać komentarz krytyka. Podtrzymuję opinię, że  "Manru" to perła wśród oper, jestem zaszczycony, że mogłem reżyserować tę operę. Jaki osiągnęliśmy efekt? Zapraszam do Teatru Wielkiego, niech czytelnicy i melomani ocenią go sami.

Z Markiem Weissem rozmawiała Magdalena Fijołek.

"Manru"

Opera w trzech aktach
Libretto: Alfred Nossig 
Prapremiera: 29.05.1901, Drezno
Premiera tej inscenizacji: 12.10.2018, TW-ON
Koprodukcja: Teatr Wielki w Poznaniu
Polska wersja językowa z angielskimi napisami

Kolejne wystawienia: 14,16 X 2018 oraz 21,23 VI 2019 r

 

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Rowerowy złodziej zatrzymany

Wpadł złodziej rowerów / dolnoslaska.policja.gov.pl

Policjanci z komendy miejskiej we Wrocławiu, realizując czynności operacyjne, zatrzymali mężczyznę podejrzanego o 26 kradzieży, w tym 11 kradzieży rowerów z terenu miasta. Działając w tej sprawie funkcjonariusze odzyskali już skradziony sportowy jednoślad o wartości ponad 10 tys. złotych. Okazało się, że sprawca kradł również torebki oraz plecaki, a następnie wykorzystywał znajdujące się wewnątrz karty bankomatowe i płacił zbliżeniowo za swoje zakupy.

Funkcjonariusze Wydziału Kryminalnego z Komisariatu Policji Wrocław - Śródmieście współdziałając z policjantami pionu kryminalnego z wrocławskiej komendy miejskiej, namierzyli mężczyznę podejrzanego o liczne kradzieże mienia. Okazał się nim 28-latek przebywający aktualnie na terenie miasta.

Policjanci mając podejrzenia od pewnego czasu obserwowali mężczyznę mogącego mieć związek z kradzieżami. Funkcjonariusze ustalili, że przebywa on w jednym z miejscowych hosteli. Tam też dokonali jego zatrzymania, ujawniając przy 28-latku też blisko 20 porcji amfetaminy oraz przedmioty mogące służyć do popełniania przestępstw i wykroczeń.

Sprawdzenia potwierdziły, że jest również osobą poszukiwaną listem gończym.

Po dalszych czynnościach okazało się, że mężczyzna ma na swoim koncie 11 kradzieży jednośladów z terenu Wrocławia o łącznej wartości ponad 27 tysięcy złotych. Podejrzany oprócz rowerów kradł również damskie torebki z zawartością, plecaki oraz telefony. W przestępczym procederze miał dostęp do portfeli z pieniędzmi, dokumentów, a także kart bankomatowych. Skradzionymi kartami bankomatowymi dokonał co najmniej 10 nieuprawnionych transakcji zbliżeniowych.

Potwierdzono też, że 28-latek kradł rowery za pomocą nożyc, po czym sprzedawał je przypadkowym osobom lub oddawał do lombardu. Uzyskane w ten sposób pieniądze przeznaczał na własne potrzeby.

Właśnie w jednym z takich punktów policjanci pionu operacyjnego z Wrocławia odzyskali sportowy rower o wartości ponad 10 tysięcy złotych, który następnie przekazali jego właścicielce. Kobieta nie kryła zadowolenia ponieważ zawodowo wykorzystuje swój jednoślad do treningów i rywalizacji wśród profesjonalistów. Tylko w tym roku, na odzyskanym rowerze, zdobyła I miejsce w Mistrzostwach Polski w Kryterium Ulicznym, w kategorii do 23 lat.

Zatrzymany przez policjantów 28-latek, trafił prosto do aresztu i usłyszał 26 zarzutów. Przyznał się do popełnienia wszystkich zarzucanych czynów. Teraz o jego dalszym losie zadecyduje sąd.

Grozi mu kara nawet do 10 lat pozbawienia wolności.

Źródło: niezalezna.pl

Udostępnij

Tagi

Wczytuję komentarze...

Nasza strona używa cookies czyli po polsku ciasteczek. Korzystając ze strony wyraża Pan/i zgodę na używanie ciasteczek (cookies), zgodnie z aktualnymi ustawieniami Pana/i przeglądarki. Jeśli chce Pan/i, może Pan/i zmienić ustawienia w swojej przeglądarce tak aby nie pobierała ona ciasteczek.


Strefa Wolnego Słowa: niezalezna.pl | gazetapolska.pl | panstwo.net | vod.gazetapolska.pl | naszeblogi.pl | gpcodziennie.pl